Choć medytacja kojarzy się głównie z relaksem, harmonią i lepszym zdrowiem psychicznym, coraz częściej pojawia się pytanie, czy medytacja może być niebezpieczna. I choć nie chodzi o to, by zniechęcać do praktyki, warto przyjrzeć się faktom: nie każda technika działa korzystnie na każdego, a niewłaściwie stosowana może prowadzić do nieoczekiwanych, a czasem trudnych skutków.
Ciemna strona medytacji – co pokazują badania?
W ostatnich latach pojawiło się kilka poważnych publikacji naukowych analizujących skutki uboczne praktyk medytacyjnych. W badaniu opublikowanym w „Acta Psychiatrica Scandinavica” w 2020 roku wzięło udział ponad 1200 osób praktykujących medytację. Aż jedna czwarta uczestników przyznała, że doświadczyła przynajmniej jednego silnego, negatywnego efektu związanego z medytacją – były to przede wszystkim stany lękowe, dezorientacja, epizody depresyjne i objawy derealizacji.
Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Brown opisali, że u blisko 30% osób biorących udział w intensywnych praktykach (np. podczas odosobnień) wystąpiły doświadczenia z pogranicza zaburzeń dysocjacyjnych – poczucie utraty tożsamości, głęboka dezorientacja czy odrealnienie. Co ważne, uczestnicy ci nie mieli wcześniej rozpoznanych zaburzeń psychicznych, co sugeruje, że reakcje tego typu nie są zarezerwowane wyłącznie dla osób z klinicznymi trudnościami.
Wszystko to pokazuje, że medytacja, choć skuteczna i często bardzo pomocna, nie jest neutralna psychicznie. Uruchamia mechanizmy, które w sprzyjających warunkach prowadzą do większej świadomości i spokoju, ale przy nieodpowiednim podejściu mogą pogłębiać stany lękowe lub dezorganizację emocjonalną.
Kiedy praktyka staje się ryzykowna?
Niebezpieczeństwo związane z medytacją wzrasta wraz z intensywnością praktyki. Jeśli nagle przechodzisz z codziennych kilkuminutowych ćwiczeń uważności do kilkudniowego odosobnienia w całkowitej ciszy, twój układ nerwowy może tego nie unieść. W takich sytuacjach pojawiają się objawy przeciążenia – bezsenność, przyspieszony puls, uczucie paniki, a czasem nawet depersonalizacja.
Ważnym czynnikiem ryzyka jest również twój stan emocjonalny w chwili rozpoczęcia praktyki. Jeżeli sięgasz po medytację jako sposób na ucieczkę od trudnych emocji, wewnętrznych konfliktów czy traumy, możesz zamiast ulgi doświadczyć pogłębienia problemu. Medytacja nie służy do tłumienia emocji, lecz do ich obserwacji – a to może być bardzo wymagające.
To samo dotyczy osób z historią zaburzeń psychicznych. Przy diagnozach takich jak zaburzenia lękowe, depresja czy PTSD introspekcja może aktywować trudne wspomnienia lub wywoływać napady lęku. W takich przypadkach techniki medytacyjne powinny być dobierane indywidualnie, pod okiem specjalisty, i nigdy nie stanowić jedynej formy wsparcia.
Gdzie kończy się uważność, a zaczyna przeciążenie?
Uważność bywa mylnie interpretowana jako dążenie do „nieodczuwania”. Jeśli praktykujesz po to, by przestać odczuwać lęk, smutek czy niepokój, najpewniej wpadniesz w pułapkę. Medytacja nie likwiduje emocji – przeciwnie, czyni je bardziej widocznymi. Dla niektórych osób to błogosławieństwo, dla innych – przytłaczające doświadczenie, szczególnie bez odpowiedniego przygotowania lub wsparcia.
W badaniach opisanych przez Davida Treleavena, autora książki Trauma-Sensitive Mindfulness, opublikowanych również na łamach „Frontiers in Psychology” (2018), pojawia się ostrzeżenie, że niektóre osoby doświadczają tzw. retraumatyzacji właśnie w wyniku zbyt intensywnej pracy z własnym wnętrzem. Zamiast poczuć ulgę, ponownie przeżywają lękowe lub traumatyczne zdarzenia, do których nie są przygotowane, ani nie mają odpowiednich zasobów, by je „utrzymać” psychicznie.
To, co dla jednej osoby jest drogą do wewnętrznej równowagi, dla innej może być nadmiernym zanurzeniem się w niezintegrowane warstwy psychiki. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do każdej praktyki i ostrożne zwiększanie jej intensywności.
Jak praktykować bezpiecznie i świadomie?
Świadoma praktyka medytacji wymaga nie tylko regularności, ale i pokory wobec własnych granic. Jeśli dopiero zaczynasz, nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Krótkie sesje uważności – skupienie na oddechu przez kilka minut dziennie – to dobry punkt wyjścia. Dają ci szansę na poznanie reakcji twojego ciała i umysłu, bez wywoływania dużych emocjonalnych turbulencji.
Jeśli zauważysz, że po praktyce jesteś bardziej rozdrażniony, spięty lub przytłoczony – potraktuj to jako ważny sygnał. Nie próbuj go ignorować. To może być informacja, że potrzebujesz innej formy pracy z emocjami – np. psychoterapii, kontaktu z grupą wsparcia lub po prostu więcej odpoczynku, zanim sięgniesz po techniki introspekcyjne.
W niektórych krajach, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, powstają specjalne programy typu mindfulness-informed therapy, w których techniki medytacyjne są stosowane ściśle w kontekście klinicznym. Coraz więcej ośrodków korzysta z wiedzy na temat tzw. medytacji wrażliwej na traumę, gdzie nauczyciele są szkoleni nie tylko w samej technice, ale również w rozpoznawaniu ryzykownych stanów emocjonalnych.

Doświadczona astrolożka, która od lat łączy pasję do wróżenia z rozwojem osobistym. Jest wielką miłośniczką tarota, lubi stawiać nietypowe rozkłady. Autorka e-booka 365 wróżb na 365 dni.



